Moje pierwsze śmierdziuchy w życiu, muszę przyznać, że chociaż sama do końca nie wiem czego się spodziewałam, to na pewno nie tego. Na samym początku zapach był po prostu dziwny, ciężko go było do czegokolwiek porównać. Z czasem było coraz gorzej, brało mnie na wymioty za każdym razem jak go poczułam. Zaczął mi przypominać zapach mojego świętej pamięci psiaka, kiedy w wieku 16 lat mocno chorował i był już jedną łapą za tęczowym mostem. Jeśli chodzi o ich trwałość, to chociaż wytrzymałam z nimi raptem 40 minut to po pierwszym myciu (a nawet szorowaniu) zapach tylko nieco złagodniał. Po drugim myciu delikatnie się plątał po skórze i już nie przeszkadzał.
Bardzo mocna skóra na starcie, z czasem ustępuje miejsca fiołkowi. Zapach bardzo charakterystyczny, luksusowy, kojarzy mi się z bogatą, dojrzałą kobietą (w pozytywny sposób ;))
Na papierku pachnie bardzo ładnie, ciekawie z wyraźnymi nutami tytoniu. Niestety na mojej skórze szybko zamienia się w zapach różowej gumy Orbit.
Zapach jest okej chociaż bardziej niż z lipą to kojarzy się z szamponem do mycia włosów. Troszkę się zawiodłam, miałam nadzieję na taki ciepły, miodowy, otulający zapach
To moje pierwsze zetknięcie z tak wyraźną nutą laktonową w perfumach. Zapach przyjemny, ale nietrwały. Więcej w nim mleka niż piżma.


