jeśli szukasz mocnego, konkretnego kadzidła i mroków katedry, to tutaj tego nie znajdziesz. ten zapach jest jak przedsionek kościoła, gdzie nieoczekiwanie zaleciało aromatem z pobliskiej pizzerni. po pewnym czasie na skórze rozwija się całkiem przyjemny zapach lekko spieczonego rantu od pizzy. być może taki efekt dają nuty mleka, tymianku i rozmarynu. niemniej atmosfera włoskiego miasta w tej mieszance religijno-kuchennej jest jak najbardziej oddana.
niestety rozczarowanie spore. pierwszy wdech i faktycznie, uderza w nos zabawny zapach dobrego starego donalda świeżo rozwiniętego z opakowania. niestety potem z tym zapachem dzieje się coś niedobrego, staje się drażniący, niby słodki a jednocześnie ma w sobie nuty jakiejś rdzy czy leków. im dłużej tym gorzej. i niestety faktycznie jest mega trwały. zszedł dopiero po dwukrotnym umyciu skóry.
zgodnie z obietnicą pachnie jak kwitnąca lipa. ci co szukają w tym zapachu nut miodu, mogą poczuć się rozczarowani, ale ja jako osoba mając w ogrodzie cztery lipy mogę powiedzieć, że tak właśnie lipy pachną. słodycz z lekka nuta goryczy. w punkt.
Dla mnie nieoczywiste, mokre, świdrujące w nosie, trochę zbyt intensywne
Dla mojego chłopa, zatęchłe ubrania po treningu spryskane tanim dezodorantem dla nastolatek XD
Brutalny i gwaltowny. Smaga po twarzy najpierw igliwiem, później dostaję z liścia szałwią, żeby na koniec wylądować twarzą w błocie. Petrichor mocno wyczuwalny, mocno poniewiera. Uwielbiam <3

