Pachnie jeżynami w upale i czymś innym, cięższym, trudniejszym do rozpoznania. Słodkie, kuszące. Niestety dla mnie zbyt ciężkie.
Absolutnie złociste. Doświadczenie jaśminowej herbaty, dotyku porcelany na wargach. Zamykam oczy i wtulam się w ten zapach – chcę się w nim zatopić.
Spełnia swoje obietnice – wyczuwam mlecz, wyczuwam masło. Ciepły, otulający zapach. Aromat przejrzewającego lata na wsi.
Pachną zimowo, świątecznie, słodko i przyprawowo. Ciepło. Gdy próbuję opisać to doświadczenie, pierwsza przychodzi mi do głowy coca-cola z korzennymi przyprawami.
Zapach miał kojarzyć się z lasem, liśćmi, żywicą... Tymczasem przywodzi bardziej na myśl wyjście z działu męskich perfum w drogerii. Jest ciężki, duszący. Na pewno nie powinien być określany jako zielony. Jedyną pozytywną cechą tych perfum jest trwałość – po kropli na nadgarstku wyczuwa się je ciągle wokół, pomimo wielokrotnego mycia rąk mydłem.




