No niestety... Nadzieje miałam na tropikalną przygodę, a dostałam zapach chemii z toi-toia . Nie miałam szans sprawdzić czy z czasem się rozwinie bo u mnie na skórze trzyma się jakąś godzinę. Szkoda, szkoda...
pachnie jak słodzona miętowa herbata, którą mi dawała babcia, kiedy bolał mnie brzusio.
pyszna była.
polecam.
chyba mam swój ulubiony fragrance house, ale czemu mam taki drogi gust, ach.
świeżutko, ale jednocześnie tak gryząco! jejka, no, fascynujące. "Beach" bardziej nieogolony Banderas w szałasie na wydmach niż surfer boy na plaży w szarmelszejkach. Jest w tym coś, od czego trudno się oderwać.
Aż kusi żeby zrobić z siedem psiknięć i przejechać się tramwajem.
Piękny ziemisty irys. Idealny na wiosnę
Na początku pachnie jak kompot z suszu (wędzona śliwka), po chwili wychodzi tytoń i tonka, jednak wędzonka zostaje do końca.


