Za pierwszym razem mnie odrzuciły totalnie, ale po bliższym zwąchaniu chcę mieć cały flakon. Są faktycznie trochę wodne, zdecydowanie mocno przyprawowe i pieprzne, ale też jednocześnie takie intrygujące. Mógłby ich używać Cthulhu.
Akurat nie poczulam coli, u mnie raczej zwykly choc slodki cynamon. Trzeba zdecydowanie lubic ten klimat, dla mnie troszke too much
Nie mogę się pozbyć wrażenia, że znam ten zapach od dawna. Od zawsze pociągały mnie zapachy z paczulą w najmroczniejszym wydaniu- bez słodyczy, piwniczne do bólu, zimne. Tu paczula jest uczesana, ułożona, grzeczna - bez piwnicy, zgniłych ziemniaków i mogił, ale nikt nie zrobił jej krzywdy wanilią czy kakao. Ale sam zapach ma swój odpowiednik gdzieś w latach 2006-2010. Poznałam już tak podane składniki (tylko mniej zielone na pierwszym planie). Muszę dojść, co mi to przypomina... Nie wiem, co daje efekt kadzidlany, ale będę szukać, co mi to przypomina.
Fascynujący... początek może zamroczyć zapachem stęchlizny, która dość długo daje o sobie znać. Wiem, co piszę- bo jestem wręcz uczulona na ten rodzaj doznań. Ale całość jest podana na zielonym, wilgotnym i mrocznym tle. Kiedy stęchlizna złagodnieje zostaje coś kamiennie chłodnego i trwa sobie bez fajerwerków, ale trwa.

